niedziela, 16 listopada 2014

1.
Parodie de la vie


        Patrzyła z żywym zainteresowaniem na rozciągającego się na podłodze mężczyznę, który starał się nie zwracać na nią uwagi. W końcu byli dla siebie tylko chwilową zabawą, nikim więcej. Ona pojawiała się wtedy kiedy tego potrzebował i chciał, a on nie próbował jej zatrzymywać. Taki układ odpowiadał im obojgu.
        Przerzuciła kartkę w książce, którą jakimś cudem znalazła w jego mieszkaniu i prześledziła tekst. Skoro chce się z nią bawić to ona również może to zrobić. Zagryzła leciutko dolną wargę i przerzuciła włosy na jedno ramię, odsuwając przy okazji kawałek koszuli.
        Siedzący na podłodze mężczyzna podskoczył i wyprostował się. Podniosła na niego znudzone spojrzenie i uniosła niewinnie brwi do góry, robiąc zaskoczoną minę.
        - Nie miałeś przypadkiem przeprowadzać sobie małej rozgrzewki? - zapytała łagodnie. Jej głos był miękki i cichy oraz spokojny. - Nie mów, że Ci przeszkadzam.
        - Julia.
        - Takie jest moje imię. Niestety. Zbyt często kojarzono mnie przez nie z niewinną osobą, która jest niczym szekspirowska Julia, głupia i naiwna. - Usiadła i spojrzała na niego i cicho westchnęła.
        - Czuję się jak w jakimś dziwnym zawieszeniu - stwierdził odwracając wzrok na wielkie okno, które stanowiło jedną ze ścian w jego salonie.
        Zimny dreszcz przebiegł wzdłuż jej ciała kiedy usłyszała jego słowa. Po doświadczeniu studentek, znajomych i przyjaciółki wiedziała, że tylko kompletnie głupie kobiety pchają się do poważnych związków jako pierwsze. Częściej robią to mężczyźni. Natalia ostrzegała ją przed tym. Mówiła, że wcześniej czy później u każdego mężczyzny pojawia się ten moment. Zwłaszcza kiedy osiągnie wszystko czego chciał. A przynajmniej większą część.
        Stanęła na podgrzewanych panelach i podeszła do niego cicho. Złapała go za brodę, nakierowując jego spojrzenie na siebie. Zimny błękit skrzyżował się z ciepłą czekoladą. Byli jak ogień i lód, wiedzieli to. Każdy im to powtarzał.
        - Byłabyś gotowa to wszystko rzucić? Wyjechać stąd i zapomnieć o tym co się stało.
        Zadawała sobie to pytanie wiele razy, ale nigdy nie mogła znaleźć odpowiedniej odpowiedzi, bo najczęstsza odpowiedź jej nie zadowalała. Spuściła wzrok i zacisnęła wargi, patrząc na swoje stopy. Nigdy się nie zastanawiała nad tym co będzie potem. Dziewięć lat temu jej świat stanął w miejscu. Pozbieranie się po wypadku zajęło jej ponad trzy lata i właśnie wtedy zdecydowała się opuścić ojczyznę na rzecz wysp Brytyjskich. 
        Poznanie szatyna było całkowicie przypadkowe. Jednakże zmieniło jej życie o sto osiemdziesiąt stopni. Zaczęła postrzegać ludzi z innej perspektywy i to nie tylko ich. Cały świat wydawał się inny. Tak jakby jakaś kurtyna została zdjęta.
        - Julka dlaczego nadal udajesz, że nic się nie stało? Proszę Cię. Niewiele osób popiera taki związek. Dlaczego... - przerwał, kiedy dostrzegł, że na niego nie patrzy. Złapał jej twarz w dłonie i podciągnął do góry. - Dlaczego nie chcesz dać temu szansy?
        - Nie uważasz, że to co proponujesz... to jest toksyczne. Przykro mi.
        Zgarnęła ze stolika torebkę i kurtkę. Stojąc przy drzwiach odwróciła się jeszcze na chwilę. 
        Stał w tym samym miejscu. Jego dłonie były zaciśnięte w pięści. 
        Wyszła, zamykając cicho drzwi.


        Była druga dwadzieścia siedem kiedy rozbudził ją szum z ulicy. Firanka powiewała lekko przez wiatr, który wpadał przez otwarte okno. Podniosła się lekko i rozejrzała po pokoju. Była w swojej sypialni w mieszkaniu na Thunder 23, ale nie miała pojęcia jak się w niej znalazła.
        Opuściła stopy na podłogę i przejechała dłonią po policzku. Pamiętała, że wczorajszego wieczora wypiła odrobinę za dużo i prawdopodobnie straciła na chwilę zdolność logicznego myślenia, ale to nie wyjaśniało jak znalazła się w domu, który był we wschodniej części miasta z klubu, który był w północnej części.
        - Wstałaś. To dobrze. Porozmawiamy, bo czegoś nie rozumiem. - Wszedł do jej sypialni i oparł się o ścianę, zakładając ręce na piersi. - Wiem, że coś jest nie tak i rozumiem to, ale teraz musisz mi pomóc Julia.
        - A cóż takiego Romeo zrobił, że potrzebuje mojej pomocy? Hę? - spojrzała na niego z sardonicznym uśmiechem i wyciągnęła się na łóżku.
        - Jakby to powiedzieć... Wszyscy myślą, że nie żyję. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz